1. pl
  2. en

To, co zobaczyła po drugiej stronie granicy, pozwoliło jej chociaż na chwilę oderwać się od czarnych myśli. – Gorąca zupa, zabawki, jakaś taka radość, życzliwość, z jaką Polacy do nas wychodzili, wolontariusze. Jakim nas obdarzyli ciepłem, szacunkiem. To było po prostu niesamowite. Wspomina, że chociaż jej nastoletnim córkom nie jest łatwo dogodzić kulinarnie, a na zupę nawet nie spojrzą, tam na granicy nie stanowiła problemu jako główny, a czasem jedyny posiłek. W przypływie entuzjazmu proponowały nawet, aby już tam zostały i zamieszkały, chociażby w namiotach, w których wydawano posiłki. – Ja już zapomniałam o tym pierwszym wrażeniu, ale to była taka wdzięczność po prostu, na zawsze.   
Trzeba jednak było jechać dalej. Mapa pokazywała, że do Wrocławia jest jeszcze sześć godzin. Jechali samochodem, którym kierował jej ojciec. Przez okna widziała ogrom ludzi w autobusach, wielu z małymi dziećmi. Wyobrażała sobie trudy ich podróży.  – Bardzo dziękuję ojcu, że nas przywiózł. Chwilę wcześniej miałam operację obu kolan i trudno było mi chodzić, w dodatku z tymi wszystkimi rzeczami i zwierzętami. Bo jechali z nimi też podopieczni córek – dwie myszy, mały york i kot. Była pod wrażeniem, jak dobrze zwierzaki zniosły tę podróż. Pogłębiło to jej relację z nimi, bo po godzinach wspólnej drogi stały się dla niej ważniejsze niż dotychczas, jak mówi – tak po człowieczemu.   
Wrocław miał być przystankiem w drodze do Niemiec. Znała muzyka stamtąd, który przez Facebooka śledził jej działalność artystyczną w Charkowie. Kiedy wybuchła pełnoskalowa wojna, mężczyzna podtrzymywał kontakt, a następnie zaoferował wsparcie i gościnę u siebie i swojej rodziny. Postanowiła skorzystać z zaproszenia. Do miasta przyjechali późną nocą. – Przywitał nas i zaprowadził do mieszkania. Cała lodówka jedzenia, gorąca woda, miękka pościel, czyste prześcieradło. Domowy spokój – wspomina z zachwytem.   
Proponował, żeby się nie spieszyła i zatrzymała w jego mieszkaniu na jakiś czas, chociaż Marijka planowała zostać tylko na jedną noc - w Monachium czekali na nią przyjaciele i zarezerwowane mieszkanie. Jednak po przyjeździe do Polski poczuła, że potrzebuje odpoczynku i czasu, aby podjąć decyzję – czy jechać, jak zaplanowano, do Niemiec, gdzie są znajomi, mieszkanie, perspektywa pracy, ale być tak daleko od domu i znaleźć się w kraju, który tak bardzo różni się od rodzinnego, czy zaryzykować i spróbować zostać w Polsce, która jest bliska Ukrainie pod każdym względem, ale tutaj nic nie było pewne ani z pracą, ani z mieszkaniem. Znajomi w Niemczech oczekiwali szybkiego określenia się i wyznaczenia dnia oraz godziny przyjazdu. Nie była w stanie tak szybko się zdecydować. – Ja w ogóle nie rozumiałam, na jakim jestem świecie. Dajcie odetchnąć, ogrzać się, odsapnąć – odtwarza emocje tamtego czasu. Chciała też zostać nieco dłużej we Wrocławiu, aby zapoznać się z gospodarzem mieszkania i nie uciekać od razu w kolejne miejsce. Czule wspomina jego bezinteresowność i życzliwość.   
Wojna, strach o dzieci, wymuszona przeprowadzka z rodzinnego domu, bezradność, podróż i oczekiwania, którym nie mogła sprostać, w końcu wywołały u niej bóle nerwowe pochodzenia psychosomatycznego, co doprowadziło do choroby. — Nie chciałam, żeby to wyglądało jak lekceważenie moich znajomych z Niemiec, bo oni też chcieli pomóc, a takich jak ja było wtedy setki. Choroba dała jej jednak trochę czasu, aby wytchnąć i zastanowić się, co dalej.   
Ostatecznie postanowiła, że zostanie w Polsce. Zrozumiała, że nie wytrzyma kolejnej podróży, która jeszcze bardziej oddali ją od domu. 
Kilka miesięcy później, podczas spaceru nad Odrą, będąc w nostalgicznym nastroju, zatrzymała się, żeby wypić kawę i zaczęła przewijać zdjęcia w telefonie, aby zanurzyć się wspomnieniami we własne życie sprzed wojny. Nagle wśród strumienia osobistych zdjęć zauważyła dziwny krajobraz. Pierwsza myśl: – Co to jest? To przecież nie moje rodzinne miasto? Ale gdzieś to widziałam? Chwilę potem szok. Nie mogła uwierzyć, bo to, co było na zdjęciu, znajdowało się dosłownie naprzeciwko. To była panorama Wrocławia z widokiem na Odrę i Ostrów Tumski. Ale data zapisania pliku była 10 lutego 2022 roku, kiedy nawet nie przypuszczała, że może znaleźć się gdzieś w Polsce. Do dziś nie ma pojęcia, jak to zdjęcie trafiło do jej albumu — pewnie spodobało się jej i zapisała je machinalnie. Może Bóg miał już wobec niej  plany.  
— I wtedy zrozumiałam, że wszystko dzieje się nieprzypadkowo. Pewnie taka moja droga. Miała być jedna noc, a minęły prawie cztery lata. I w tym czasie wydarzyły się rzeczy niesamowite. Wśród nich między innymi ukraiński chór dziecięcy KapustaBand, który założyła. Wykonują tradycyjne ukraińskie pieśni, ale w ich repertuarze można znaleźć też polskie utwory, takie jak „Wolność” grupy Chłopcy z Placu Broni, „Moja i Twoja nadzieja” i wiele pieśni ludowych. Poza tym gra muzykę, śpiewa i uczestniczy w najróżniejszych wydarzeniach artystycznych, wzbogacając Wrocław swoją twórczością. – Jestem bardzo wdzięczna temu miastu za gościnność. 

Jak wiele osób uchodźczych, działa też aktywistycznie, czekając na koniec wojny i warunki, które pozwolą jej wrócić. 

(Migawka została napisana we współpracy z bohaterką tekstu) 

Klaudia Kosicińska

Panorama Wrocławia, screenshot z telefonu bohaterki tekstu (autor nieznany, arch. prywatne)

10 stycznia 2026

Zmiana kierunku podróży  

– Kiedy trzeba było zrozumieć, że wojna nie zakończy się wkrótce, jak myśleliśmy, należało podjąć jakieś kroki, decyzje, ponieważ oczywiście od razu znalazłam się bez pracy, z trzema córkami – opowiada mi Marijka, artystka z Charkowa. Jest wczesne lato 2025 roku. Siedzimy we wrocławskich Kwiatach Kawy, w zacisznym miejscu na antresoli, wybranym przez moją rozmówczynię. Zapach świeżo palonej kawy i roślin sprzyja rozmowie.  
Musiała skupić się na sprawach “elementarnych i podstawowych”, jak je nazywa, bo wojna sprawiła, że życie ze sztuki stało się niemożliwe. Nie planowała opuszczać rodzinnego Charkowa, w którym spędziła całe dotychczasowe życie. Przekonana przez przyjaciół i rodzinę, zdecydowała się jednak na wyjazd do Niemiec. Miała tam znajomych i perspektywę pracy, a także wsparcie w poszukiwaniu mieszkania. Decyzję musiała podjąć szybko.    
Bała się, a intuicja podpowiadała jej, że będzie trudno. Nie mogła spać. – W ostatnich latach bardziej interesowało mnie podróżowanie po Ukrainie. I jeśli o czymś marzyłam, to właśnie o takich podróżach po Zakarpaciu,  żeby wiedzieć więcej o swoim kraju. Nigdy nie myślałam o wyjeździe stąd, żeby żyć w innym miejscu. Po prostu na tysiąc procent podobało mi się tutaj, w moim mieście. I pamiętam jakieś uczucie euforii w ostatnich latach, kiedy wydawało mi się, że to najlepsze miejsce na ziemi. I jakim jestem szczęśliwym człowiekiem, że tutaj żyję.   
W dzieciństwie była w USA, ale to wyjazd do Polski w drodze do Niemiec w 2022 roku tak naprawdę stał się jej pierwszą podróżą zagraniczną w dorosłym życiu. – Kiedy przechodzisz przez granicę nie ze swojej woli ani chęci, to jest taki moment, jakby coś wewnątrz ciebie łamało się i odrywało.