1. pl
  2. en

Klaudia Kosicińska

Obrazki wykonane przez goszczone dzieci. Arch. goszczącego.

W pierwszych miesiącach 2022 roku jeżdżenie na granicę z pomocą humanitarną jest jedną z form wsparcia, o czym często wspominają moi rozmówcy, ale wielu z nich decyduje się również na inny rodzaj działania. Otwierają drzwi swoich mieszkań dla uchodźczyń z Ukrainy i ich dzieci. W publicznym dyskursie zjawisko to jest opisywane w kategoriach solidarności i heroizmu, jednak w prywatnych przestrzeniach domów nabiera bardziej złożonych znaczeń. Wspólne mieszkanie może przypominać układ rodzinny, choć bez jasno wytyczonych ram. I mimo że goszczenie często było inicjowane przez kobiety i przez nie zarządzane, to były też przypadki goszczenia przez samodzielnie mieszkających mężczyzn. Dla niektórych jest to namiastka bliskości, niekiedy przeradzająca się w emocjonalne obciążenie. Pojawiają się też wyraźne preferencje dotyczące tego, kogo przyjmować pod swój dach – wielu gospodarzy unika goszczenia młodych kobiet i małych dzieci. Wynika to przede wszystkim z obaw przed ewentualnymi nieporozumieniami czy zarzutami. W przypadku dzieci dochodzi dodatkowo brak kompetencji opiekuńczych oraz lęk przed sytuacjami wymagającymi szczególnej troski. Te wybory można odczytywać jako próbę zachowania komfortu obu stron, ale też jako obawę przed nadmiernym zaangażowaniem.

Taką osobą był na przykład Tomasz: – Miałem może nie wyobrażenie, ale oczekiwanie, czy takie pragnienie właśnie, żeby mieć na przykład taką starszą osobę z, na przykład, synem i córką (…). Tymczasem dostałem, w cudzysłowie, dość młodą kobietę z dwiema córkami. To była dla mnie taka trochę trudniejsza sytuacja.

Relatywnie starsza osoba z prawie dorosłymi dziećmi czy wnukami wydaje się samodzielnie goszczącym mężczyznom “bezpieczniejsza” – jest społecznie postrzegana jako neutralna seksualnie, co stawia męskiego gospodarza poza strefą dyskomfortu i ewentualnymi podejrzeniami. Zwłaszcza gdy dzieli się intymną przestrzeń domu. W przypadku młodszej uchodźczyni ważna jest również obawa o zazdrość i potencjalną rywalizację, gdy jej mąż czy partner znajduje się daleko, za nieprzekraczalną granicą, często w armii, ale wciąż stara się wypełniać swoją rolę na odległość. Męskie goszczenie jest pełne pułapek.

Choć Tomasz używa sformułowania „trudniejsza sytuacja”, unika precyzyjnego nazwania, na czym ta trudność polegała. A ja, wyczulona na wszelki dyskomfort ze strony moich rozmówców, nie dopytuję, rozumiejąc, co mógł mieć na myśli. 

Tomasz kontynuuje: – Też tak sobie myślałem, że byłoby fajnie mieć jakby taki wspólny czas, bo tak sobie wyobrażałem, żeby właśnie na przykład gdzieś pojechać razem czy coś. Nie na zasadzie, że cały czas, bo przecież mieszkaliśmy razem. Ale prawie tego nie było.

Uchodźczynie i ich dzieci często funkcjonują we własnym rytmie, wyznaczonym tęsknotą, niepewnością wobec przyszłości a jednoczesnym poszukiwaniem pracy i układaniem życia codziennego. Tomasz szybko zastrzega, że nie chce generalizować i że „trafił na specyficzną osobę”, co można czytać jako próbę ochrony zarówno siebie, jak i swojej gościni przed oskarżeniem o niewdzięczność czy brak zaangażowania.

Szczególnie wyraźnie poczucie zagubienia ujawnia się w relacji goszczących samodzielnie mężczyzn z małymi dziećmi. Darek, dużo pracujący i często nieobecny w domu, zaobserwował, że goszczona przez niego dziewczynka zaczęła przenosić na niego swoje emocje wobec nieobecnego ojca. Wiedział, że jego okazjonalne pojawianie się w mieszkaniu i znikanie dodatkowo rozstrajało dziecko. Nie wiedział, jak się w tej sytuacji odnaleźć – nie był przecież ojcem, ale nie był też zupełnie obojętnym współlokatorem. 

Bezpieczniej było więc obrać strategię minimalnego zaangażowania. Tak właśnie radził sobie Paweł: – Od początku nie planowałem się jakoś tak bardzo angażować (…), no bo przecież są matki i one będą ogarniać te dzieci. Miałem być taką osobą z pokoju obok.

Umieszczenie się na marginesie domowego życia i bycie emocjonalnie nieobecnym okazuje się jednak trudne do utrzymania przez kilka miesięcy życia razem. Dzieci cieszą się na jego widok, a on sam przyznaje, że doświadczenie powrotu z pracy ze świadomością, że ktoś czeka w domu, jest dla niego zaskakujące i miłe. Chociaż nie jest częścią rodziny i nie aspiruje do tego, doświadcza  skrawków rodzinnej codzienności. Niektóre wydają mu się one niezrozumiałe: – Widzę u znajomych gdzieś tam, że tak o 19.00-20.00 raczej już się pacyfikuje te dzieci do spania. A u nas to wyglądało zupełnie inaczej: do późnego wieczora tak naprawdę jeszcze gdzieś jakiś spacer.

Mężczyźni, którzy w swoich domach gościli uchodźczynie i ich dzieci, nagle musieli odnaleźć się w nowych dla siebie rolach, rozdarci pomiędzy kulturowo narzuconymi figurami męskości a ich zaprzeczeniem wywołanym poczuciem niemocy. Zastępowali ukraińskich mężów, jednocześnie obawiając się łatki konkurenta. Otaczali ukraińskie kobiety opieką, narażając się na oskarżenia o niecne zamiary. Oscylowali między byciem częścią domowej codzienności a kimś „z drugiego pokoju”.

Dla większości mężczyzn, z którymi rozmawiałam, byłam pierwszą osobą, z którą, jak mi powiedzieli, mogli podzielić się tym doświadczeniem. Po kilku latach od tych wydarzeń to podczas rozmowy ze mną czy już na etapie przygotowywania się do spotkania zaczęli podchodzić do swoich doświadczeń autorefleksyjnie, pozwalając sobie, aby wrócić wspomnieniami do tego, co się wydarzyło. 

 


 

09 kwietnia 2026

Gościnność jest mężczyzną?

W lutym 2022 roku obrazy z Ukrainy wlewają się do mieszkań przez ekrany telefonów, laptopów i telewizorów. Niektórych skłania to do szybkich działań. Wśród nich jest Darek:

– Zaraz, jak się wojna zaczęła, już na początku lutego byłem w Ukrainie i jeździłem do granicy z kolegą moim samochodem. Mieliśmy to samo poczucie jak pewnie miliony Polaków: takie siedzenie, a tu, Boże, tak straszne rzeczy się dzieją obok nas. Taka bezczynność. A ja nie mam rodziny, jestem bardziej mobilny, miałem samochód do dyspozycji.